16/01/2012 13:20
Wiadomo – liczy się pierwsze wrażenie.
Postawmy się w sytuacji kupującego. Wchodzimy do mieszkania, które być może kupimy i widzimy suszącą się bieliznę, brudne naczynia i plamy brudu na podłodze i od razu myślimy – „co za nora”. Nieważne, że mieszkanie jest przestronne, widne i ma okno w łazience. Zgodnie z przysłowiem „jak Cię widzą tak Cię piszą”, to co powierzchowne, najbardziej się rzuca w oczy.
Dlatego, nim wpuścimy potencjalnych nabywców do naszego mieszkania, postarajmy się by wyglądało naturalnie. Wiadomo, że mieszkanie używane powinno nosić ślady eksploatacji. Jeśli wygląda „pico belo” – to (jak w przypadku używanych samochodów) coś może być nie tak.
Prowadząc potencjalnego klienta do kuchni postarajmy się, by w zlewie nie zalegały brudne naczynia a on sam nie był pokryty nalotem brudu. Ponadto dobrze jest przewietrzyć kuchnię, by klienta nie wystraszył np. zapach gotowanej kapusty.
Uwaga na łazienkę. Postarajmy się, by była (albo przynajmniej sprawiała wrażenie) sterylnej. Pochowajmy większość kosmetyków i zapachów z których korzystamy, bo w dzisiejszych czasach ilość nie świadczy o jakości i nabywca może mieć lepsze kosmetyki niż my. Ważne, żeby pokazać, że dbamy o czystość w okolicach miejsca gdzie król chodzi piechotą.
Co ze ścianami? Tu bez szaleństw. Dobrze jest pomyśleć o ich odświeżeniu ale bez przesady. Niezbyt dobre wrażenie sprawia mieszkanie, które na pierwszy rzut oka wydaje się być odnowione ale przy bliższym „poznaniu” okazuje się, że wszystko zrobione jest "po łebkach". Najlepiej jest dokonać drobnych napraw typu spalone żarówki, oderwane gniazdka i kontakty, cieknący kran niż malować całe mieszkanie byle jak. Zwłaszcza że prawie każdy po zakupie dokonuje w swym nowym lokalu mniejszego czy większego remontu.
Podsumowując – ważne jest by na pierwszy rzut oka mieszkanie wyglądało schludnie i czysto ale bez przesady. Nie zawsze odnowienie mieszkania na siłę wywołuje u kupującego pozytywny efekt.